|
niedziela, 18 grudnia 2011
SZWAGROWY POWRÓT DO PRZYSZŁOŚCI
Szwagier często wspomina swoje służbowe wyjazdy do nadmorskiego Dźwirzyna w roli elektryka. Za dobrych czasów, kiedy zakłady pracy miały własne ośrodki wczasowe było to zupełnie możliwe. Szwagier miał wówczas dwadzieścia parę lat, był parę kilo młodszy i cięższy o parę włosów na głowie :) Poznawał dziewczyny... i poznawał dziewczyny... oraz poznawał dziewczyny. W wolnym od pracy czasie oczywiście... O tym nam właśnie często opowiada... Pewnego dnia snujemy plany w stylu "Co by było gdyby... wpadło nam parę lewych groszy..." Mężczyzna: Szwagier, jakbym gdzieś coś wygrał to normalnie... wsiadamy w auto i jedziemy do tego twojego Dźwirzyna :) Szwagier: Ale... te dziewczyny już pewnie nie żyją...
czwartek, 15 grudnia 2011
POŚCIELOWA TWÓRCZOŚĆ

Dzieło Małego (2,5 roku). Niemal każda twórczość w jego wykonaniu przybiera formę "katktola". Piękny, nieprawdaż? Tyle, że narysowany na prześcieradle... :)
wtorek, 04 października 2011
STERYLNY
Mały towarzyszył mi w momencie zabiegów higienicznych przy sanitariatach, przy myciu kibelka czyli... Jakiś czas później Mężczyzna udał się był w to ustronne miejsce.... Mały (pukając w drzwi): Tato, co lobisz?? Mężczyzna: Kupkę robię! Mały: Nie lób, nie możesz, jest cysto, mama myła!! Tłumaczę więc, że po to myłam, żeby robić kupkę w czystości :) Mały, zdezorientowany: Nie w cystości tylko w ubikacji się lobi... Sterylny...
wtorek, 20 września 2011
ZAKRĘCONY
Mały kręci się w kółko trzymając miśka. Nagle siada na podłodze zdezorientowany... Mały: Co to? Ja: Chyba ci się w główce zakręciło Mały: Jedzie... Ja: Co jedzie? Mały: Domek jedzie...
środa, 20 lipca 2011
SĄ (SIEDZKIE) PRZESYŁKI
Córka Matki wyjechała po maturze do Miasta Wojewódzkiego celem pracy, nauki i życia wszelkiego po prostu. Poprosiła Matkę rodzoną, żeby podała jej kilka ubrań, kosmetyków i zgrzewkę wody mineralnej (taki lokalny patriotyzm, w Mieście Wojewódzkim takiej nie sprzedają). Podać Matka miała przez kolegę córki, który akurat jechał do Miasta Wojewódzkiego, a którego Matka nigdy na oczy nie widziała i nie zna osobnika. Umówili się, że kiedy nieznajomy da jej sygnał, będzie to oznaczało, że stoi przed bramą i czeka na rzeczy. Sygnał Matka dostała, zbiegła więc dwa piętra w dół i zobaczyła parkujący pod bramą samochód, z którego wysiadł młody człowiek i otworzył bagażnik. Matka więc za torbę i zgrzewkę wody i ładuje do bagażnika, i ładuje, i układa, układa... Coś jej przemknęło przez myśl, że człowiek nie wysiadł zza kierownicy, tylko z tyłu, ale nie przywiązała do tego uwagi. Słyszy nagle zza pleców: A co to my zabieramy? Wyłazi z tego bagażnika, podnosi głowę, a to sąsiad z naprzeciwka okazuje się tym, który pyta. Widząc konsternację Matki: Rozumiem, że się pomyliłaś? No oczywiście, że się pomyliła. Człowiekiem otwierającym bagażnik okazał się syn sąsiada, którego wyglądu Matka nigdy nie zakodowała, więc go nie rozpoznała. A Nieznajomy też już czekał na przesyłkę. Dwa auta dalej. :)
CO DANO TO ODEBRANO
DODATEK SPECJALNY DO WPISU Z POWYŻSZEGO PIĘTRA "SĄ (SIEDZKIE) PRZESYŁKI": A więc sąsiad, Arkadiusz, któremu Matka do bagażnika ładowała przesyłkę w ogóle miał przedziwny dzień. Wciąż mu coś życie dawało, a potem odbierało. 1. Jedzie z rodziną przez Czechy. Nagle miga mu coś obok auta - jakby leżący na drodze portfel albo telefon... Zatrzymuje się, podnosi, znalezisko okazuje się zgubionym przez kogoś telefonem. Chowa więc bonusa do kieszeni i próbuje odjechać. Zanim jednak to robi - widzi w lusterku biegnącą w kierunku jego auta kobietę krzyczącą coś po Czesku. Właścicielką telefonu się okazała... Oddał więc grzecznie Arkadiusz, co nie jego i pojechał dalej. 2. Przekracza granicę, jedzie przez polską wieś, nagle przed samochód wyskakuje lis z kurą w zębach. Lis jednak z przestrachu wypluwa kurę i zwiewa. Arkadiusz wysiada, łapie kurę i już pewnie kombinuje niedzielny rosołek, kiedy to zza krzaków wypada gospodarz, który uskuteczniał pogoń za lisem. Bo kura okazała się własnością gospodarza. Oddał więc grzecznie Arkadiusz, co nie jego i pojechał dalej. 3. Podjeżdża pod dom, syn wysiada, otwiera bagażnik, a tu mu obca baba jakieś torby ładuje. Że pomyłka, to już wiadomo z piętra powyżej. Oddał więc Arkadiusz, co niego i poszedł do domu. Zawiedziony. :)
poniedziałek, 11 lipca 2011
O CYCKACH
Że niby tytuł rubaszny? No, może. Ale inaczej się nie da: 1. Siostra budzi mnie wpadając średnio co 4 minuty do naszego pokoju - Wstawaj już, wstawaj! Za którymś razem, słysząc prawie przez sen, że nadbiega i chcąc udać że Fcale ale to Fcale nie śpię - zerwałam się, odrzuciłam kołdrę i zrozczochranym włosem i podpuchniętym okiem zdołałam utrzymać pion siadając na piętach. W pośpiechu jednak naciągnęłam sobie koszulkę i pierś moja własna pojawiła się nagle - poza moją świadomością oczywiście. Mężczyzna moja, ze stoickim spokojem: Hej, cycuszek ci widać... Ja: (poprawiam i chowam) Siostra: Oj to nic, i tak jestem bez okularów i nie zwracam uwagi na takie szczegóły :) Ja: (szczegóły? jakaś aluzja do rozmiaru?? ojjjj) ------- 2. Przed wejściem na badanie rezonansem magnetycznym: Pan Doktor (otwiera drzwi do przebieralni, wpuszczając mnie do środka): Koszulka zostaje, proszę ściągnąc biustonosz i pasek od spodni Ja (skonsternowana, myślę. Jak to. Koszulka zostaje w przebieralni, a do tego mam jeszcze pozbyć się biustonosza? I mam świecić cyckami w drodze do gabinetu?? Juz się chciałam domagać czegoś do osłonięcia się...) Pan Doktor (spokojnie, powoli, bardzo dużymi literami): Zosta-je-pani-w-koszul-ce, proszę tylko spod spodu zdjąć biustonosz i wyjąć pasek ze spodni Ahaaaa....! Dobrze że w porę załapałam, bo już miałam zamiar wyjść toples z cyckami w rękach. Ja pierdziu.
DO BOZI
Mały, dwulatek, przed snem mówi "Ojcze nasz", żegna się, mówi "Pa Boziu, daj Boziu zdrówko", daje mamie buziola, drepta do łózeczka i dostaje butelkę z mlekiem. W czasie zwiedzania jakiejś tam bazyliki, na koniec, po głośno i z echem zmówionym "Ojcie naś" mówi: W imię ojca i sina i ducha siętego amen. Pa Boziu daj Boziu źdlówko. I buziaka. I mleko... I musieliśmy szybko uciekać, bo matka by się udusiła ze śmiechu...
wtorek, 05 lipca 2011
NOWINKI INTERNETOWE
Siadam do netu. Otwieram stronkę, moje oczy czytają: "Ciało Joanny Jabłczyńskiej zostało odsłonięte". Mój mózg widzi martwe ciało wystawione w trumnie na widok publiczny. Myślę, omajgot, to Jabłczyńska nie żyje?? Czytam poniżej: "Joasia J. odsłania swe piękne ciało. Zobacz zdjęcia". Taki szum komunikacyjny... :)
piątek, 01 lipca 2011
TEŚCIOWA I ZIĘĆ - TRANSAKCJA WIĄZANA
Rozmowa zięcia z teściową opiekującą się na co dzień wnukiem: Teściowa: Słuchaj, kosiarka mi coś nawaliła, możesz zobaczyć co jej jest? Zięć (z przekąsem): Słyszałem, że na bazarze są sierpy za 5 złotych Teściowa (z przekąsem do kwadratu): Słyszałam, że niańka do dziecka bierze 800 złotych Zięć: A się mamusia głupot nasłuchała... I biegusiem udał się do piwnicy po kosiarkę :)
|